@Ake'tuan, nie trafiłem nigdzie na wcześniejszego ff, jakbyś dał linka...
Avatar fanfiction Opowiadania napisane przez fanów.
#162
Napisano 17 styczeń 2011 - 15:06
http://www.fanfiction.net/~aketuan
Edit: prawie skończyłem drugi rozdział.
ps. czy wy też wciskacie odpowiedniki swojej osoby do swoich fanfiction?
ja z potrzeby pobycia Na'vi
edit 2: Rozdział nr 2 gotowy
#166
Napisano 18 styczeń 2011 - 16:00
Cytat
ja z potrzeby pobycia Na'vi
Ja nigdy nie pisałam ff ale gdyby była taka możliwość to nie wahałabym się siebie tam umieścić z prostej przyczyny- spełnienia po części marzenia o Pandorze
#168
Napisano 18 styczeń 2011 - 18:50
#169
Napisano 19 styczeń 2011 - 17:55
Rozdział V
Nowi towarzysze cz.2
Późny wieczór, ogromne czerwone słońce powolnie chowa się gdzieś za wzniesieniami na ogromnej prerii. Okolice rzeki płynącej nieopodal Hometree klanu Irang. Paral i Karol od dłuższego czasu rozmawiają siedząc przy niewielkim i piaszczystym brzegu.
- …Robocop na niego mówiliśmy od metalowej płytki w czaszce. Szkolił mnie przez dwa lata… - Karol zaspokajał potrzebę wiedzy o ziemi Paral. Dzisiaj postanowił powiedzieć jej o sierżancie który dowodził nimi podczas szkolenia
- Ma Karol mam do ciebie ważne pytanie - Paral przerwała opowieść Karola. Nigdy wcześniej tego nie robiła, zawsze słuchała ich do końca. Dzisiaj z jakiegoś powodu nie mogła się skupić. Karol nadstawił ucho, zamachał nerwowo ogonem
- no - burkną
- kiedyś zapytałam cię czy przeniesiesz swój umysł do avatara, odpowiedziałeś mi wtedy że musisz pomyśleć. Namyśliłeś się już - Paral położyła dłonie na policzkach Karola, spojrzała przenikliwym wzrokiem w jego oczy, przez Karola przepłyną potok najróżniejszych myśli, zaczął rozważać wszystkie tezy za i przeciw przeniesieniu się do swojego niebieskiego ciała.
- no… yyy… jak wrócimy to przeniosę się - Karol uśmiechną się szeroko, Paral odpowiedziała mu na to jeszcze szerszym uśmiechem i rzuceniem mu się na szyję. Oboje położyli się na ziemi, trzymali się za ręce. Para zobaczyła kilka latających zwierząt akurat przelatujących nad nimi.
- powinniśmy już iść, niedługo zacznie się już impreza - Karol przeszedł do pozycji siedzącej. Zobaczył po swojej lewej stronie około szesnasto/ siedemnasto letnia dziewczynę z klanu Irang o ciemnych i długich włosach. Dziewczyna miała dosyć okrągłą twarz o bardzo dużych oczach nad którymi rosły ledwo widoczne brwi, po całej twarzy były porozsiewane drobne świecące plamki które zaczynały świecić. Nos kobiety był mały, wręcz dziwnie mały w porównaniu do wielkości nosów innych Na’vi. Dziewczyna miała grobne i lekko sine usta. Kobieta siedziała obok Paral i Karola patrząc na nich i chichocząc
- nazywam się Karol a to moja partnerka Paral, czegoś chcesz - Karol nie ukrywał zdziwienia, myślał że są tu tylko on i Paral
- chciałam cię o coś zapytań, czy mogła bym udać się z wami w podróż? - dziewczyna spoważniała jednak na jej twarzy ciągle był widoczny lekki uśmiech. Karol wybuchł śmiechem gdy usłyszał pytanie, kolejny członek ekipy i dodatku tak młody nie przydał by się im, była by jak piąte koło u wozu pomyślał
- wypadało by się najpierw przywitać, jednak od razu ci odpowiem… - Karol z trudem powstrzymał się od śmiechu
- nazywam się Kxo’vi - dziewczyna natychmiast krzyknęła
- dobrze Kxo’vi, nie zabierzemy cię, wyprawa zapewne będzie niebezpieczna
- umiem zadbać siebie - Kxo’vi powiedziała bez słyszalnych przerw między słowami, sądząc po jej natychmiastowych reakcjach była osoba energiczną i ciepłą
- wierze ci, ale co na to twoi rodzice - Karol powiedział dla odczepnego i wstał razem z Paral
- moi rodzice nieżywa - Kxo’vi to zdanie wymówiła ciszej niż poprzednie, dziewczyna także posmutniała. Karol już miał odejść, jednak odpowiedź Kxo’vi zatrzymała go, zamkną oczy i na chwilę zastygł, w końcu odwrócił się
- współczuję ci, wiem co to znaczy stracić rodziców w młodym wieku, jednak nie zmienię zdania - Karol, powiedział ze spuszczoną głową
- chodź ma Karol idziemy - Paral pociągnęła Karola za rękę, para szybko pobiegła w stronę wejścia do drzewa, Kxo’vi z małą nadzieją że wkręci się jeszcze do paczki podróżnych dała się za nimi.
W Hometree niemal wszystko było już przygotowane, w wewnątrz Drzewa było mnóstwo prymitywnych, podłużnych i niskich stolików. Na zewnątrz nad ogromnym ogniskiem piekło się ogromne kawałki mięsa z Gromowoła, kilku „kucharzy” starannie pilnowało pieczeni aby się nie przypiekły. Karola razem z Paral postanowił zajść po resztę grupy, idąc zauważyli że członkowie plemienia zaczęli już schodzić na dół, nie było w śród nich choćby jednego Na’vi niemającego jakiejś odświętnej ozdoby, zobaczyli też paru wojowników niosących ogromne bębny. Impreza na pewno będzie się zaliczała do tych większych w których uczestniczyłem Karol pomyślał i czym prędzej udał się do swojego „pokoju”. Mieszkalne Luki były ciasne i ciemne, jedynym źródłem światła był lampion ze świecącymi robakami , ściany miały na sobie charakterystyczne i powtarzające się ślady, jakby ktoś wyciosał pomieszczenia. Karol wszedł so swojego pokoju, zastał tam Norma i swojego przyszłego przeciwnika do bitwy alkoholowej.
- długo was niebyło - Norm przerwał ciekawa rozmowę z wojownikiem która toczyła się od dłuższego czasu. Karol nic nie odpowiedział, usiadł tylko z Paral na swoim hamaku umieszczonym w rogu i oparł się o ścianę
- musisz się pożegnać ze swoją kuszą, rozmawiałem z nim, ma na imię Kxo'ven jest „królem” bitw alkoholowych w tym klanie, jeszcze nikt go nie pokonał - Norm powiedział po angielsku i zaśmiał się złośliwie, lekko uniesiony Karol trzepną go ręką w tył głowy
- obalę „króla” - Karol burkną w języku ludzi nieba i wyszedł, na niewielkim przedsionku prowadzącym do obu domków Karol spotkał Neytiri i Jakea
- idziecie już? - Jake zapytał się, Neytiri stała trzymając go za rękę, była zniecierpliwiona, nie mogła doczekać się imprezy, chciała z nim zatańczyć, od ostatniego razu minęło już sporo czasu. Paral w końcu wyszła, za nią Norm i Kxo’ven, również Myken była gotowa, z dołu już dochodziły rytmiczne odgłosy bębnów. Z każdym krokiem w stronę parteru robiło się coraz głośniej.
- chodź, czekają już na nas - Kxo’ven szturchną Karola łokciem i skierował się do niewielkiego stolika otoczonego przez bandę młodych kobiet i mężczyzn
- trzymać kciuki za mnie - Karol razem z Paral opuścił resztę kompanów i zasiadł pośrodku Na’vi, naprzeciwko swojego przeciwnika. Kobieta wzięła dwie miseczki i zanurzyła je w kotle w pachnącym wywarze kolorem przypominającym ziemską wódkę żołądkową, Na’vijka postawiła miski wypełnione po brzegi między zawodników. Oboje chwycili je niemal równocześnie. „Kxo’ven, Kxo’ven, Kxo’ven” widzowie ciągle darli się, bitwa rozpoczęła się.
Tym czasem Neytiri, Jake usiedli obok Olo'eyktana, był z nimi również Norm przy którym zaczęła się kręcić Kxo’vi. Wszyscy dostali po kawałku pieczonego mięsa Gromowoła od plemiennych kucharzy, na salę wkroczyły tez kobiety niosące tace z najróżniejszymi owocami. Wokół sporego ogniska umieszczonego w centrum sali pojawili się pierwsi tancerze ubrani w rytualne stroje. Każdy tancerz udawał inne zwierze, Jake zauważył Toruka, Ikrana, Procaka a nawet Yerika.
- jeszcze nie zapytałem was gdzie idziecie - Nareyu zbliżył się do Jakea i z trudem przekrzyczał dudnienie bębnów
- co? a, podróżujemy do gór Noun, chcemy dostać się tam jak najszybciej
- chyba nie zamierzacie iść przez Salts’yu, można go obejść w piec dni
- jeśli jest to najkrótsza Droga to pójdziemy tamtędy - Jake krzykną, jakaś nieznajoma kobieta siedząca naprzeciwko spojrzała na niego jak na szaleńca
- niekoniecznie wiesz co to Salts’yu - Norm zbliżył się i zaczął tłumaczyć po angielsku
- nie czytałeś tej książki, Salts’yu to las w którym żyje ogromna liczba Procaków i innych niemiłych zwierząt
- na pewno damy rade przez niego przejść - Jake stwierdził, do ich stołu w końcu podeszła kobieta z tacą na której stało kilka wystruganych w drewnie misek wypełnionych po brzegi złocistym płynem. Neytiri, Jake i Norm nie zastanawiając się sięgnęli po naczynie, Kxo’vi która od zawsze unikała alkoholu gestem odmówiła.
- chodź zatańczymy, dawno tego nie robiliśmy - Neytiri z trudem zaciągnęła Jakea pod centralne ognisko, przebrani za zwierzęta tancerze przed chwilą ustąpili miejsca reszcie bawiących się Na’vi. Teren w centrum Hometree zaczął się zapełniać lekko pijanymi i tańczącymi parami
- przecież wiesz że nie idzie mi tańczenie, a jeśli już tańczę to po swojemu - Jake marudził podczas powtarzania z lekkim opóźnieniem ruchów tańca wykonywanych przez Neytiri
- ma Jake czy to ważne, każdy tańczy tak jak unie - Neytiri uśmiechnęła się, Jake przyciągną i otulił Neytiri która wydała z siebie głośni pisk
- teraz potańczymy w moim stylu - Jake szepną do ucha partnerki i położył głowę na jej ramieniu
- nie idziesz tańczyć? - Kxo’vi usiadła przed zajętym jedzeniem Normem
- jestem naukowcem, nie wypada mi - Norm burkną, nie miał tańczyć, nawet nigdy nie próbował
- ludzie nieba - Kxo’vi przewróciła oczyma i złapała rękę Norma
- chodź, zaprowadzę cię gdzieś - Kxo’vi z trudem wywlekał Norma na zewnątrz Hometree
- no i co teraz zamierzasz zrobić - Norm wrzucił w krzaki kawałem mięsa którego już nie dał rady zjeść
- przejść się, chyba jest coś takiego tam skąd pochodzisz? - Kxo’vi zaśmiała się i pociągnęła za sobą Norma, pobiegli w stronę rzeki która płynęła niedaleko Drzewa Domowego
- Norm czemu to przybyłeś - Kxo’vi naglę zwolniła, jej twarz zmieniła się z promienistej na poważną
- wiesz, to długa historia, powiem tylko że nic mnie tam nie trzymało, mieszkałem w zasyfionym mieszkaniu znajdującym się w zasyfionym mieście które leżało na zasyfionej Ziemi. Niemiałem tam niczego, kolegów, przyjaciół, nawet rodziców, wszyscy poumierali
- i ja nie mam rodziców - oczy Kxo’vi zrobiły się wilgotne, jej głowa powędrowała w dół, Norm widząc to postanowił ją pocieszyć, przytulił ją do siebie i ucałował górę głowy
- twoi rodzice są u Eywy, spotkasz się z nimi - Norm słowa Mo’at które zapamiętał z pogrzebu Grace
- spotkasz się z nimi, tylko nie teraz, nie teraz - Norm cicho dokończył. Kxo’vi lekko odepchnęła się od Norm, skierowała wzrok w górę na twarz Norma. Okolice jej oczu były nieco czerwone a same oczy błyszczały od łez
- NormSpellman masz kobietę - Kxo’vi z lekkim trudem wymówiła nazwisko Norma
- co?! - Norm jękną, to pytanie zamurowała go, nigdy nie spodziewał by się że ktoś go oto zapyta. Dopiero teraz zauważył że dosyć blisko nich znajduję się Drzewo Głosów
- czy masz kobietę, jesteś wojownikiem, pięknym wojownikiem - Kxo’vi odwróciła się i zrobiła dwa kroki na przód, schyliła się i jak najdelikatniej chwyciła nasionko Atokirina obiema rękoma
- kochałem jedną, zginęła w bitwie przeciwko RDA - Norm natychmiast przypomniał sobie o Trudy, zaczął sobie wyobrażać jak potoczyły by się jego losy gdyby Trudy nie zginęła wtedy, gdyby cudem przeżyła. Zaczął się też zastanawiać nad tym co czyje do niego Kxo’vi, czy podoba się jej jego zdaniem chude i „sflaczałe” ciało jego avatara, czy naprawdę myśli że jest wojownikiem, w prawdzie nie maił tego tytuły, zapewne Omaticaya uznają mnie za jednego z ludzi bo Jake tak powiedział, a jak wiadomo Toruk Makto ma rację - tak sobie tłumaczył to że jest uznawany za jednego z Omaticaya. Po ocknięciu się z zamyśleń zobaczył że Kxo’vi stoji przed nim, jej ręka oparła się na jego szyi, Norm niepewnie położył rękę na jej policzku
- pocałuj mnie, Skxawng - Kxo’vi szepnęła, w jej głosie można było wyczuć pewność. Lekko zakłopotany Norm powili zaczął zbliżać twarz jej kierunku. W końcu stało się, ciepło warg obu Na’vi spowodowało faję dreszczy przechodzących na zmienię przez oba ciała. Kxo’vi otuliła rękoma i przycisnęła go do siebie. Pocałunek zaczął się pogłębiać. Ręce Norma zaczęły wędrować po ciele Kxo’vi a jego ogon zwijać się i fruwać we wszystkie możliwe strony. Po jakimś czasie Kxo’vi przerwała pocałunek, zaskoczony norm spojrzał na twarz partnerki, zobaczył że jej oczy robią się wilgotne, przy próbie położenia ręki na jej policzku Kxo’vi szybko uciekła, zniknęła w ciemności
- Kxo’vi! ,zaczekaj! - Norm krzykną wyciągając przy tym rękę w stronę w której z jego oczu zniknęła Kxo’vi. Zapadła cisza Kxo’vi nie wróciła. I weź zrozum kobiety - Norm pomyślał i usiadł na jednym z większych kamieni
Przy stoliku walka między Karolem a Kxo’venem dobiegała końca, minęło już ponad dwadzieścia kolejek. Garnek z alkoholem został niemal całkowicie opróżniony, znużona długością bitwy kelnerka nalała ostatnie porcje do misek i połozy je przed zawodnikami. Obaj zawodnicy chwycili miski lekko trzęsącymi się rękoma. Kxo’ven lekko przechylił do tyłu głowę aby wlać w siebie zawartość naczynia, kiedy to zrobił na skutek kompletnego upojenia runą do tyłu, grupa widzów otoczyła leżącego i nieprzytomnego Kxo’vena, Karol oparł się o stolik i zerkną na przeciwnika
- król obalony, nastąpił czas moich rządów - Karol uśmiechną się szeroko i burkną pod nosem
- chodź do hamaków, ledwo stoisz - Paral chwyciła Karola i pomogła mu dojść do pokoju
- przepraszam - Karol burkną leżąc w posłaniu
- co? - Paral spytała zdziwiona
- przepraszam, przepraszam że nie bawiłaś się tylko siedziałaś przy mnie - Karol spuścił głowę
- ma Karol, nic się nie stało, wolę nudzić się z tobą niż bawić się bez ciebie - Paral chwyciła dłonie Karola i szeroko się uśmiechnęła
- muszę już iść - Karol stwierdził i rozłączył się, niewładne ciało partnera Paral ułożyła w hamaku , po czym przytuliła się do niego i zasnęła.
W bazie RDA Karol wyskoczy ze swojej trumny i szybko udał się do swojego pokoju, czuł się o niebo lepiej na trzeźwo, teraz obraz trafiający do jego oczu nie był rozmazany.

#170
Napisano 24 styczeń 2011 - 23:14
edit: @Susano'o a hehe lepsze i coraz dłuższe
#172
Napisano 25 styczeń 2011 - 17:09
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi."
"Im więcej dany kraj produkuje broni, tym mniej bezpieczny się staje – ten, kto ma broń, stanowi cel ataku."
"Dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny."
"Każdy głupi może wiedzieć. Sedno to zrozumieć."
"Aby słyszeć, należy milczeć."
"Śmierć jest ceną, jaką płacimy za życie, za wszelkie życie."
"Tylko to, co jest śmiertelne niesie w sobie życie."
#174
Napisano 26 styczeń 2011 - 20:26
tadaaaam
http://www.fanfictio...5/Utral_Silpeya
zapraszam nowy rozdział online
życzę miłej lektury
#175
Napisano 26 styczeń 2011 - 22:06
Ciemny las
Wczesny ranek, Norm i Karol jak zawsze są w swoich avatarach od samego rana. Obaj wolno spacerują około Drzewa Domowego klanu Irang.
- …i wtedy uciekła, nie wiem dlaczego, co o tym myślisz, dlaczego tak zrobiła - Norm opowiadał wydarzenia z wczorajszej nocy, musiał z kimś o tym pogadać.
- no - Karol zmarszczył brwi i na chwilę się zamyślił
- po prostu daj jej więcej czasu - Karol stwierdził po chwili zadumania
- to twoja rada? - Norm burkną, spodziewał się jakiejś dłuższej wypowiedzi ze strony Karola, tym czasem dowiedział się tego co sam wiedział
- tak! Nie naciskaj, niech sama zdecyduje w spokoju. Tam gdzie się urodziłem powiadali „jak kocha to wróci” i wiesz co? sprawdza się w stu procentach - Karol uśmiechną się
- a jeśli się nie sprawdzi? - Norm jękną
- jeśli się nie sprawdzi, to będziesz mógł wziąć tyle mojego najlepszej samogonu ile zdołasz umieść…
Rozmawiającym przyglądała się Kxo’vi, zerkała na nich wychylając czubek głowę zza głazu na którym siedziała. Iść czy nie? Co jeśli odmówi, jeśli się nie zgodzi, nie będzie mnie chciał -przez umysł Kxo’vi przelatywały myśli związane z Normem i ich wspólną przyszłością. Jeśli nie pójdę to się nie dowiem. Iść!!! Decyzja podjęta. Norm na pewno się zgodzi! Kxo’vi cicho zeskoczyła z kamienia i wolnym krokiem udała się w stronę Karola i Norma. Obaj rozmawiali nie zwracając przy tym uwagi na otoczenie
- NormSpellman - Kxo’vi szepnęła stojąc tuż przed nimi
- Kxo’vi - Norm szybko spojrzał na kobietę i jękną
- to ja może pójdę… - Karol zaczął się wycofywać
- tak pójdę! Pójdę nad rzekę, wykąpać się - Karol oddalając się coraz bardziej burczał do siebie
- myślałem że… - Norm zaczął coś dukać, nie spał całej nocy w Piekielnych
Wrotach sklejając swoją wypowiedź i powtarzając ją sobie. Kxo’vi przyłożyła mu palec do ust uciszając go
- przepraszam, przepraszam - Kxo’vi wyszeptała i uklękła razem z Normem. Para trzymała się za ręce. Oczy Kxo’vi zrobiły się błyszczące od łez
- przepraszam że wczoraj uciekłam, ja… ja nie byłam gotowa, nie byłam pewna czy chcę spędzić z tobą resztę życia. Teraz jestem - Rozpłakana ze szczęścia Kxo’vi została otulona przez Norma. Po chwili zastygnięcia Kxo’vi powstrzymał płacz i cicho pociągnęła nosem. Norm spojrzał na nią. Jego ręka powędrowała w stronę jej policzka. Ich twarze zaczęły się powoli zbliżać się ku sobie. Zniecierpliwiona Kxo’vi przycisnęła Norma do siepie, ich wargi spotkały się, w szybkim tempie pocałunek zaczął się pogłębiać. Ręce Norma latały po całym ciele Kxo’vi a jego ogon latał we wszystkie strony jak nigdy.
Jakiś czas później Karol, Jake, Paral, Neytiri, Myken, Norm, Kxo’ven i Kxo’vi byli już gotowi do dalszej drogi. Nowi towarzysze byli spakowani w podobne do siebie „plecaki” wykonane z ogromnych liści. Wódź klanu Irang oraz reszta plemienia wyszła z Hometree aby pożegnać grupę.
- niechaj Eywa was prowadzi - Nareyu krzykną z głazu na którym stał. Pomachał tak jak reszta zgromadzonych Na’vi w stronę ośmiu Pali Makto znikających się na wzniesieniem falującego morza zieleni. Wyprawa nie spieszyła się, Pali wraz ze swoimi jeźdźcami wlokły się przez ogromną i pustą prerię. Po dwudziestu minutach jazdy oczom Kxo’vena znikło Drzewo Domowe na które patrzył, zastanawiał się kiedy je znowu zobaczy. Kxo’vi i Norm jechali cały czas rozmawiając i zaczepiając się wzajemnie. Paral i Neytiri jechały obok siebie i szeptem plotkowały o klanie Irang. Karol i Jake który byli najbardziej obładowani w ciszy prowadzili grupę na zachód. Przez kolejne czterdzieści minut podróż przebiegała spokojnie i bez zmian. Grupa po godzinnej jeździe dotarła przed granicę Salts’yu. Tereny te był zawsze podmokłe lub całkowicie zalane. Z błota wyrastały ponad dwudziesto cztero metrowe drzewa o koronach gęsto obrośniętych liśćmi. Liście ze szczytów drzew tworzyły szczelną nieprzepuszczająca pary wodnej powłokę, przez co wilgotność w lesie była ciągle wysoka.
- na pewno nie chcecie obejść tego przeklętego miejsca? - Kxo’ven podjechał do stojącego przed ścianą lasu Jakea i Karola
- na pewno uda nam się przejść - Jake stwierdził
- ten las jest bardzo niebezpieczny, mieszka w nim wiele Procaków
- podobno Procaki nie potrafią się wspinać a ich głowy potrafią latać na niskich wysokościach, możemy przejść po gałęziach drzew kilka metrów nad ziemią - Karol burkną
- to zły pomysł! Po drzewach łazi masa Kxa’tse - Kxo’ven oznajmił
- pierwszy raz słyszę o czymś takim - Jake jękną zdziwiony
- Kxa’tse to bardzo niebezpieczny robak Ma Jake - Neytiri zbliżyła się do partnera, położyła swoją rękę jego ramieniu
- te robaki noszą nazwę „całujący samobójców”, ich ukąszenie jest tak bolesne że większość ofiar postanawia zabić się z powodu bólu - Norm zaczął tłumaczyć
- czyli idziemy przez niebezpieczną „dżunglę” podobną do tej ziemskiej. Jestem w domu - Karol zeskoczył z Pali i skierował się w stronę Salts’yu, w jego ślady poszła reszta grupy.
Przeprawa przez bagna trącące zgnilizną nie należała do przyjemnych. Błoto zmieszanego z kępami lekko pożółkłej i przegniłej trawy nadzwyczaj skutecznie opóźniało, do tego w koło było masa nieprzyjemnych roślin których pyłek lub samo dotknięcie powodowało potężne odczucie swędzenia. Przez pierwsze pół godziny nie wydarzyła się żadna niemiła niespodzianka.
- i jak trzymasz się - Jake podszedł do Neytiri. Wiedział że jego partnerka od pewnego czasu jest osobą lubiąca czystość
- gdybym wiedziała że będzie tak śmierdzieć to kazała bym obejść to miejsce - Neytiri jęknęła, smród wydobywający się z ziemi doprowadzał ją do mdłości
- Słuchajcie! Jest twarde podłoże - Norm krzykną. Szedł na początku i kijem badał grunt przed sobą
- wreszcie wyjdziemy z tego bagna - Kxo’vi ucieszyła się, również Paral , Neytiri i Myken nie ukrywały zadowolenia. Wszystkie kobiety uczestniczące w wyprawie źle znosiły warunki bagien które były gorsze od tych przysłowiowych Spartańskich.
- bądźcie czujni i gotowi do ucieczki, Pracaki uwielbiają takie tereny - Kxo’ven uśmiechną się i przygotował strzałę, reszta oprócz Norma też przygotowała swoją broń. Załoga ruszyła dalej w kompletnej ciszy. Karol szedł z przodu, bezbronny Norm szedł w środku otoczony ze wszystkich stron przez rozglądających się kompanów. „Kolumnę” zamykał Jake, idący plecami do reszty grupy, ze swoim AA-12. Palec Jakea ciągle był umieszczony na spuście, a sam Jake tak podenerwowany i czujny jak gdy pierwszy raz poleciał w głąb lasów Pandory. Odwracał się w każdą stronę z której dobiegł choćby najcichszy szelest.
- słyszycie? - Karol naglę się zatrzymał. W jednej chwili wszyscy usłyszeli brzęczenie podobne do tego wydawanego przez rój pszczół. W ułamku sekundy z krzaków rosnących 100 metrów naprzeciwko wyleciała pomarańczowa plama. A miałem kurwa nadzieję że taka sytuacja nie będzie miała miejsca Karola szybko powiedział w myślach
- padnij - Karol krzykną i oddał strzał. Chybił! Głowa bez problemu ominęła przeszkodę lecąca z zawrotną prędkością. Wszyscy Na’vi natychmiast rzucili się na ziemię. Najwięcej szczęście miał Karol. Schylił się w ostatnim momencie. Gdyby zrobił to pół sekundy później to ostrze Procaka przebiło by go. Głowa po nieudanej szarży na członków wyprawy wzbiła się wyżej, i jak piloci myśliwców z czasów II wojny światowej, zawróciła szerokim łukiem.
- POCZESTUJ SIĘ TYM - Jake warkną i otworzył ogień ze swojego w pełni automatycznego shotguna. Śrut wylatujący z broni karczował wszystkie drobne rośliny z którymi się spotkał. Głowa zwierzęcia przeleciała bez draśnięcia przez multów latających drobnych śrutowych kulek i drewnianych strzał wypuszczonych przez Neytiri, Paral, Kxo’vena i Kxo’vi. Zabójczy pocisk znowu powtórzył manewr zawracania i skierował się wprost na Karola. Teraz muszę trafić, trafie albo zginę - Karol kucną i przygotował się do strzału, miał tylko jedną szansę. Czekał aż cześć Procaka podleci wystarczająco blisko. Karola dzieliło już dziesięć metrów. Pięć metrów, w końcu padł strzał. Precyzyjny strzał. Kołek który wyleciał z kołkownicy przebił i przybił do pobliskiego drzewa głowę zwierzęcia.
- głowa nie żyje, gdzie reszta - Jake burkną zasapany. Był ożywiony. Po tym wydarzeniu w jego żyłach zamiast krwi płynęła czysta adrenalina. Właśnie kończył zmianę magazynku po całkowitym opróżnieniu poprzedniego
- Ma Jake, reszta ciała jest niegroźna, bez Glowy jest bezbronna - Neytiri wydukała i przytuliła się do Jakea. Najadał się strachu, w objęciach partnera czuła się bezpiecznie.
Nagle za krzaków wybiegła reszta zwierzęcia pozbawionego mózgu. Wyglądała jak mocno przyprawiony i upieczony w piekarniku indyk wielkości strusia. Pozbawiony oczu Procak biegnąc przed siebie uderzył w drzewo i upadł na bok. Nogi zwierzęcia ciągle zdrowo przebierały, wyrywając przy tym kępy trawy i mchu. Wyglądało to jakby zwierzę próbowało uciec na leżąco. Nie pozwolę aby się tak męczył - Karol pomyślał, wyją nóż i zbliżył się do zwierzęcia. Wbił ostrze w drogę oddechową Procaka, machające się nogi nagle zatrzymały się i stanęły dęba, potem opadły. Karol już miał wymawiać modlitwę gdy nagle poczuł ogromny ból w ręce w której trzymał nóż. Karol runą do tyłu i przy pomocy drugiej ręki przyciągną pierwszą do piersi. Na jego ramieniu siedział jakiś robak. Użądlił go. Karol resztkami sił wyrwał zębami zwierze z ciała i wypluj je.
- Ma Karol co ci jest - Parol uklękła przy partnerze i nachyliła się nad nim. Jej głos był pełen przerażenia
- MOR, FI, NY - Karol wydukał robiąc głęboki oddech po każdej sylabie. Norm natychmiast zrzucił plecak i zaczął w nim grzebać
- SZYBCIEJ CHOLERA! SZYBCIEJ! - Jake niecierpliwił się, Norm wyrzucił w plecaka prawie wszystko
- Mam - Norm krzykną z ucieszony, wyją z plecaka szaro zieloną skrzynkę. Była to apteczka. Wyją z niej małą fiolkę z igłą zamiast nakrętki. Wbił igłę w nogę Karola.
- co mogło mu się stać - Paral krzyknęła zapłakana, popadła w lekką histerie
- pewnie ugryzł go Kxa’tse - Kxo’ven cicho burkną
- czy jest to niebezpieczne? - Neytiri zapytał i przytuliła do ramienia zapłakaną Paral
- przeżyje, jednak teraz musi wytrzymać - Kxo’ven stwierdził patrząc na śliniącego się Karola. Po podaniu Morfiny zamienił się w „warzywo” .
- słyszysz Paral, nic mu nie będzie - Neytiri szepnęła do ucha Paral, próbowała ją uspokoić.
Obraz docierający do Karola z jego oczu był rozmazany, w końcu zrobił sie ciemny, potem czarny. Karolowi pierwszy raz udało się zastaną w ciele avatara. Zasną nie tracąc świadomości, wykorzystał do osiągnięcia tego technikę WILD, którą już dawno opanował. Obraz zaczyna się stabilizować, pojawiają się pierwsze zarysy miejsca w którym będzie się dział sen. Ciemne pomieszczenie, pewnie grota lub jaskinia. Karol ruszył do przodu. Nie zrobił dwóch kroków a wdepną w coś mokrego, ciecz byłą gęstsza od wody. Karol dotkną stopy czubkami palców po czym zbliżył je do twarzy. Byłą to krew, Karol obrócił się nerwowo we wszystkie strony. Wszędzie było pełno krwi, najwięcej było jej na ścianach. Naglę przez jeden z korytarzy przebiegło coś robiąc przy tym szum i podmuch. Karol powoli odwrócił się w stronę z której przyszedł odgłos. Skierował broń, którą sobie sprawił, w ciemny korytarz przed nim. Nagle z cienia rzuciło się na niego jakieś zwierzę. Było całe białe. Karol w ostatniej chwili uratował się przeniesieniem w inne miejsce. Okazało się że wylądował gdzieś w górach. W jego stronę nadleciał Toruk, pożarł go nim Karol zorientował się co się dzieje.
Środek nocy, Karol rozbudza się. Po otwarciu oczu łapie głęboki oddech i ogląda swoje ręce. Jego prawa ręka jest spuchnięta i lekko boli. Jedyne co pamięta to potworny ból i krzątających się przy nim przyjaciół. Gdzie ja jestem Karol rozejrzał się, był na jakiejś łące a na południe od niego był las, nie był to na pewno Salts’yu, ten był o wiele rzadszy od tamtego.
- strasznie długo spałeś Ma Karol - Paral zbliżyła się do swojego partnera i przytuliła się
- martwiłam się o ciebie - wyszeptała
- niepotrzebnie - Karol burkną
- wybacz że cię teraz opuszczę ale drugim ciałem od dłuższego czasu nie spałem - Karol „odczepił się „ od Paral i położył się
- dobranoc Ma Karol - Paral uśmiechnęła się, Karol zamkną oczy i „zasnął”
Ekipie z bezpiecznego dystansu przyglądały się dwie czarne sylwetki.
- nie sądziłem że Myken przeżyła. Miałem nadzieje że zginęła - Jeden z mężczyzna odezwał się
- każdy miał nadzieje - stwierdził drugi
- daleko zaszła, trzeba ją zabić. Mogła odejść i nigdy nie wracać, zmarnowała szansę
- jutro złożymy im wizytę - powiedział lepiej zbudowany mężczyzna i odszedł w głąb lasu ze swoim kompanem
Karol wyłazi ze swojego linkera. Na stole obok łączy widać kilka kubków z fusami po herbacie bądź kawie. Leżały też tam jakieś owoce i kawałki mięsa. Wyczerpany Karol chwycił dwa owoce i idąc do swojego pokoju zjadł je. W pokoju panowały egipskie ciemności, Karol wymacał włącznik, włączył żarówkę i położył się. Swoją twarz zasłonił rękoma i westchnął. Po chwili zamyślenia wyciągną rękę w stronę lampki stojącej przy łóżku. Jego wzrok na chwile zatrzymał się na zdjęciu na którym była Paral z paroma innymi osobami w tle. Po chwili zawahania Karol zdecydowanym ruchem zgasił światło i otulił się w ciepłej pierzynie.

#177
Napisano 27 styczeń 2011 - 14:07
końcówki - nie ludzią, tylko ludziom. wyciągną - źle, wyciągnął. bardzo takie coś psuje estetykę. burkną - burknąŁ. chyba że masz dys to nie zwracaj uwagi na tę uwagę
fabuła mi się podoba
wielki plus za propagowanie polskiej kuchni
#180
Napisano 27 styczeń 2011 - 16:32
Użytkownik carrot dnia 27 styczeń 2011 - 15:38 napisał
Czasu w pracy mam ostatnio dużo, więc to dla mnie nie jest żaden problem
dobrze nich tak będzie, jeśli chcesz to będę tak robił











Wszystkie prawa autorskie Avatar należą do 20th Century Fox