Moja nowa praca
#1
Napisano 03 kwiecień 2011 - 15:54
Była ciepła czerwcowa noc, jakich wiele w Kush. Ludzie powoli wracali do domów, gdy rozwarły się bramy miasta. Wjechał przez nie młodzieniec w czarnych szatach. Zeskoczył z konia i podszedł do mężczyzny wchodzącego do domu.
-Jak dotrę to karczmy „Pod czarną łapą”-spytał aksamitnym barytonem.
-Panie, toć najgorsza dzielnica. Szczególnie teraz... Nie radził bym się tam zapuszczać.
-A ja nie radził bym ci wielu rzeczy. Chociażby zadzierania ze mną.-nieznajomy uśmiechnął się przebiegle.-Powiedz.-mruknął i wcisnął mężczyźnie złotą monetę w rękę.
-Hmmm... Po takiej zachęcie wydałbym nawet przyjaciela... „Pod czarną łapą” jest, jak już zapewne wiesz panie w dzielnicy Aktamroh. Musisz jechać cały czas prosto bo karczma jest na głównej ulicy...
-Dzięki.-powiedział chłopak wskakując na karego konia. Mężczyzna przyjrzał się obcemu znikającemu w mroku.
Dziwny.-pomyślał.
***
Dzielnica Aktamroh była jedyną dzielnicą w, której jeszcze paliły się światła. Nieznajomy spiął konia i ruszył galopem. Kopyta stukały o nierówno wybrukowanej drodze.
Slumsy.-pomyślał i wzdrygnął się wchodząc do karczmy. Rozejrzał się uważnie. Pod czarną łapą było jedną z lepszych karczm w tej okolicy. Stoły poustwiano nieregularnie, jakby dziecko olbrzyma bawiło się nimi i w pewnym momencie stwierdziło, że to nudne. Za długą ladą stał spasiony karczmarz. Łysina wskazywała na podeszły wiek. Chłopak uśmiechnął się gorzko i ruszył w stronę starca.-Masz spyl?-spytał oschle. Karczmarz skinał głową.
-Z Armoj.-powiedział z dumą w głosie.-Nalać?
-Domyśl się.-mruknął przybysz wzrokiem skanując pomieszczenie. Po chwili stał przed nim kufel pełen pieniącego się spylu. Pociągnął jeden łyk i skrzywił się.-Co ty mi tu nalałeś!-skłamał i trzasnął starca kuflem w głowę. Przeskoczył przez ladę i wbiegł na zaplecze. W kącie siedziała drobna, brązowowłosa dziewczyna. Chwycił ją za nadgarstek i przebiegł przez salę. Stojąc w drzwiach rozejrzał się jeszcze raz i stwierdził, że osiągnął swój cel. W karczmie panowało teraz zamieszanie, ludzie pokroju tych nigdy nie przegapią okazji od bójki. Chłopak odwiązał konia wskoczył na niego i pomógł dziewczynie zrobić to samo.
-Kim jesteś? Czego chcesz?-spytała przerażona.
-Nie zadawaj pytań. Kto nie pyta zazwyczaj długo żyje.-odpowiedział chłopak z lekkim północnym akcentem.-Ale na jedno ty musisz mi odpowiedzieć. Jak się nazywasz?
-Sonea.-dziewczyna była przerażona.
-Więc znalazłem cię.-mruknął do siebie chłopak
-O co ci chodzi? I jak ci na imię?
-W moim fachu lepiej nie mieć imienia. Dużo lepsza jest twarz...
-Nie odpowiadaj zagadkami.-Sonea rozglądała się nerwowo.-Dokąd mnie wieziesz?-spytała. Obcy zazgrzytał zębami.
-Nikt mnie nie nazywa ale możesz mówić na mnie Tayend. W języku Varon wilk... Za dużo ci zadradziłem.-mruknął Tayend i spiął konia. Po chwili zatrzymał się przed niewielką kamienicą.-Jesteśmy na miejscu.-powiedział i zeskoczył z konia-Nie radziłbym ci uciekać.-powiedział patrząc na odchodzącą Soneę. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie.
-Nie mam zamiaru.
-Nieee wogóle.-zadrwił Tayend zdejmując juki. Nagle uwagę dziewczyny przykuł długi refleksyjny łuk, który Tayend odwiązał od siodła.-Właź.-mruknął chłopak i popchnął ją lekko w stronę drzwi-Mieszka tu mój przyjaciel.... Chciaby z tobą porozmawiać.-warknął i wepchnął Soneę do środka.
-Kim on jest?-spytała niepewnie dziewczyna.
-Zamknij się.- mruknął chłopak.Nagle podszedł do nich wysoki umięśniony mężczyzna. Bujna broda zakrywała połowę jego śniadej twarzy.
-Witaj Soneo, córko Atrahama.Jestem Woltun.-powiedział mężczyzna odwracając się do nich plecami. Jego zielona szata zafalowała.-Chodźcie ze mną.-powiedział i postawił stopę na pierwszym stopniu schodów. Tayend ruszył za nim.

"When I was 5 years old, my mother always told me that happiness was the key to life. When I went to school, they asked me what I wanted to be when I grew up. I wrote down 'happy'. They told me I didn't understand the assignment, and I told them they didn't understand life." John Lennon
#5
Napisano 04 kwiecień 2011 - 17:44
Proszę, next part.
Po chwili stali na pierwszym piętrze. Woltun podszedł do ciemnych, masywnych drzwi.-Zapraszam, rozgoście się.-powiedział i odwrócił się do dziewczyny.-Gdy będę czegoś od was chciał to zawołam.Wy także wołajcie.-mężczyzna zbiegł po schodach. Tayend pchnął drzwi wszedł do skromnie umeblowanego pokoju. Na niewielkim stoliku tliła się anemicznie świeczka. Przez otwarte okno wpadało światło księżyca. Pod ścianą stały dwa duże łóżka. Chłopak rzucił się na jedno z nich.
-O matko, jak dawno porządnie nie spałem. Soneo, coś się stało?-spytał nieco przestraszony. Nie po to przejechał cały Varon a potem jeszcze Lon żeby jej teraz się coś stało. Zbyt dużo mu za to zapłacili- całe 1000 tolientów. Mógłby kupić sobie za to naprawdę wielki dom, ale on kochał przygody... Nigdy nie zatrzymał się w jednym miejscu na dłużej niż pół roku.
-Dopiero teraz dotarło do mnie co powiedział. Ja... On mnie z kimś pomylił.
-Dlaczego?-spytał Tayend siadając na łóżku.
-Nie znałam mojego ojca... Napewno nie był nim Atraham z rodu Delan, domu Fas.-Sonea odwróciła się plecami do Tayenda i ruszyła w stronę łóżka.- Matki też nie znałam...-dziewczyna usiadła i ukryła twarz w dłoniach.
-Nie wiesz nic o sobie?-spytał Tayend odgarniając włosy z czoła.
-Jeszcze się pytasz.-zadrwiła.-Wychowałam się w slumsach, w tej karczmie. Nie wiem czy można to wogóle nazwać wychowaniem... Zresztą ty opowiedz coś o sobie.-Sonea uśmiechnęła się zachęcająco. Chłopak zamilkł a z jego twarzy spełzł uśmiech. Postanowił nie wspominać o swojej przeszłości.
-To długa historia.-powiedział
-A my mamy dużo czasu.-dziewczyna posłała mu kolejny uśmiech.
Co, jak co ale okręcać mężczyzn w okół palca to ona potrafi.-pomyślał i uśmiechnął się w duchu. Niestety na zewnątrz dalej pozostawał niewzruszony.-Nie chcesz jej znać.
-Chcę.-Sonea wstała i podeszła do niego.-Naprawdę chcę..-Tayend westchnął.
-Jak zapewne się domyśliłaś pochodzę z Varonu. Moim ojcem był David, a matką... Prawdę mówiąc nie znałem jej.... Ale to cię chyba nie interesuje.
-Nie za bardzo.-dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. Tayend spojrzał w jej czekoladowe oczy,a on odwróciła się pod siłą jego spojrzenia.
-Tuż po moim urodzeniu przeprowadziliśmy się na Wschodnie Rubieże... -chłopak zamilkł na chwile.-Ojca porwali gdy miałem 12lat. Nie miałem się gdzie podziać więc ruszyłem w stronę stolicy, do Gildii Zabójców. Oni przygarneli mnie na trochę, a potem stwierdzili że nie opłaca im się mnie trzymać. Ruszyłem dalej, w głąb kraju. W stolicy dotarłem do Gildii Magów i jakoś tak wyszło, że mam niewielki telent magiczny. Spytali się mnie czy nie chcę go kształcić. Wtedy myślałem, że magią sobie pomogę w życiu... Pokazali mi jak kontrolować moc i kilka sztuczek a potem wykopali za drzwi. Miałem wtedy 17 lat... Rok potem dotarłęm do Termudżeinów, mówili że będę tam mile widziany z moimi umiejętnościami. Rzeczywiście byłem tam „mile wydziany” jako chłopiec na posyłki- Tayend przerwał i podszedł do otwartego okna. Wiatr rozwiewał jego długie, czarne włosy a księżyc sprawił że jego blada cera stała się niemal biała. Sonea wpatrywała się w niego jak w obrazek. Chłopak zamyślił się.-Potem zyskałem sobie szcunek...A następnie musiałem znaleźć ciebie...-Tayend zamilkł. Przez chwilę stał jeszcze przy oknie.
-Kim są ci Termudżeinowie?-spytała rozmyślając nad historią chłopaka.
-To naród zamieszkujący pustynie Varonu.-powiedział.-Robi się późno na twoim miejscu poszedłbym już spać.
-To jak długo chcesz mnie trzymać?-spytała Sonea.
-Tak długo jak bedę potrzebował.-powiedział oschle Tayend. Dziewczyna była pod wrażeniem. Chłopak, który tak się przed nią otworzył i być może mogła by go polubić tylko grał. Wiedział, że ona mu uwierzy we wszystko co powie bo potrafi wykorzystać swoją nieziemską urodę.Nagle Tayend wybiegł trzaskając drzwiami. Zbiegł po schodach i zwrócił się do Woltuna.
-Długo mam trzymać ją w niepewności?-spytał. Mężczyzna odwrócił się w jego stronę.
-Chcesz jej powiedzieć?
-Tak, może wtedy zgodzi się do nas przystać. Kładę nacisk na „może”-chłopak usiadł na oparciufotela. Woltun zapatrzył się w ogień na kominku.
-Zawołaj ją do mnie.-powiedział. Tayend ruszył do pokoju. Otworzył ostrożnie drzwi.
-Soneo?-dziewczyna spojrzała na niego.-Wybacz że tak późno ale Woltun chciałby z tobą rozmawiać.
-O czym?-spytała dziewczyna z niepewnością w głosie.
-Ma swoje powdy.-powiedział chłopak i zerwał z siebie koszulę. Sonea poczuła że się rumieni.
Przestań, widziałaś już wiele nagich męskich torsów-skarciła się w myślach.-Ale żaden z tych torsów nie należał do mężczyzny, który ci się podobał.-dokończyła podświadomie. Zbiegła po schodach.

"When I was 5 years old, my mother always told me that happiness was the key to life. When I went to school, they asked me what I wanted to be when I grew up. I wrote down 'happy'. They told me I didn't understand the assignment, and I told them they didn't understand life." John Lennon
#6
Napisano 05 kwiecień 2011 - 15:40
Opowiadanie oprócz tego fajne.
Wieczny Ogień, A. Sapkowski
#7
Napisano 05 kwiecień 2011 - 15:54
Cytat
pisz tak jak ślina przyniesie ci słowa na język, pisz też dużo a na pisany rozdział przeczytaj kilka dni po jego napisaniu. Robiąc tak wyćwiczysz się w pisaniu i wypracujesz swój styl, czytając kilka dni po napisaniu będziesz wiedział czy praca jest na tyle dobra aby ją opublikować. Czytając zaraz po napisaniu przez natchnienie wydaje się nam że wszystko jest boskie

#8
Napisano 06 kwiecień 2011 - 18:47
Następne "rozdziały" pisze bardziej się do nich przykładając ale trochę to jeszcze potrwa.
SPOILER CZY COŚ W TYM STYLU:
Jeśli chcemy ukryć tekst w spoilerze, używamy tagów:
[spoiler]Ukryty tekst[/spoiler]Poprawiłem.
Luke
Luke to jest moja maniera słowna ten spoiler. Dość często tak piszę więc nie musiałeś poprawiać.

"When I was 5 years old, my mother always told me that happiness was the key to life. When I went to school, they asked me what I wanted to be when I grew up. I wrote down 'happy'. They told me I didn't understand the assignment, and I told them they didn't understand life." John Lennon
#10
Napisano 06 kwiecień 2011 - 18:55

"When I was 5 years old, my mother always told me that happiness was the key to life. When I went to school, they asked me what I wanted to be when I grew up. I wrote down 'happy'. They told me I didn't understand the assignment, and I told them they didn't understand life." John Lennon
#12
Napisano 19 kwiecień 2011 - 16:44

"When I was 5 years old, my mother always told me that happiness was the key to life. When I went to school, they asked me what I wanted to be when I grew up. I wrote down 'happy'. They told me I didn't understand the assignment, and I told them they didn't understand life." John Lennon



Wszystkie prawa autorskie Avatar należą do 20th Century Fox