Tak... Szósta rano, otwieram oczy, nie pamiętam jak się nazywam, mimo to wstaję. Cały czas się zastanawiam po co. Nie jestem emo, mam w d... subkultury, a i tak każdy kto ma w tych czasach depresję jest tak nazywany.
Dlaczego żyję w takim świecie? I po co sam siebie o to pytam? Nie wiem.
Wchodzę do toalety, myję zęby, twarz i dłonie. Ubieram się, wkładam kurtkę i wychodzę z domu. Tak, pojawia się ta pieprzona myśl...
"Czemu kur*a zawsze zapominam wziąć tę torbę?!". Oczywiście. Pech? Nie, skleroza. Dzień jak codzień.
Idę w stronę jakże dla większości nieszczęsnej szkoły? Coraz częściej się przekonuję, że bez tej placówki daleko w życiu nie zajdę.
Myślę jak zwykle "Co by było gdybym był w Avatarze?" głupie irracjonalne myślenie, ale mi pomaga przetrwać te szare, bezsensowne dni.
Szurając nogami wchodzę do budynku szkoły, po wejściu do szatni słyszę "Przyszedł... Frajer." i kilka bluzgów przy tym.
Nie przejmując się podchodzę do wieszaka, zdejmuję kurtkę i idę w stronę wyjścia, po chwili słyszę "i co idioto? Boisz się odpowiedzieć ku**a?!",
po czym nie dbale odpowiadam "Nie?... Spier**laj, bachorze.". Spokojnie wchodzę do klasy, kładę plecak i słucham 45 minut wykładu na temat, który mi się prawdopodobnie w ogóle nie przyda w życiu, nie chcę zostać przecież chemikiem. I tak mijają kolejne lekcje. W przerwach rozmyślam na bliżej nieokreślone tematy.
Po opuszczeniu placówki idę przed siebie. Nie chcę zbyt szybko wracać do domu, wlekę się, bo wiem, że i tak kolejny dzień spędzę przed komputerem.
"Nie jestem pesymistą tylko realistą, ale dlaczego w tych czasach realizm jest tak bardzo zbliżony do pesymizmu?".
Idąc naprzód podchodzi do mnie jakiś dziwny mężczyzna, na oko 30-paro letni i mówi, że muszę mu pomóc, nikogo innego nie znalazł na ulicy i zostanie zwolniony jeśli się nie zgodzę bo zaginął jeden z najważniejszych żołnierzy z ich ekipy, razem ze swoim... AVATAR'em...
Mimo, że miałem pewność, że facet sobie ze mnie jaja robi, zgodziłem się, a ten kazał mi podpisać jakiś papierek,
na którym było napisane coś do mojej rodziny, że się zgadzają na moją służbę w wojsku i takie pierdoły.
Podpisałem, dalej myśląc, że to jakieś żarty, bo kto by uwierzył jakiemuś oszołomowi?
List został dostarczony mojej rodzinie, otrzymałem zgodę, moja rodzina należy do tych z bardziej rozwiniętym dowcipem,
stety czy niestety, zostałem wcielony do wojska.
I tak się skończyła pierwsza część mojego Avatarowego Fan Fiction, mam nadzieję, że ktoś przeczyta i oceni, jeśli będą przychylne oceny/komentarze to napiszę następne części, jeśli nie, FF odejdzie w zapomnienie







Wszystkie prawa autorskie Avatar należą do 20th Century Fox